Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.

– Tato, ten chłopiec nie może tak się nazywać!

Z ciekawością zerkam na lekturę, którą sam przecież kiedyś czytałem, i przed oczyma staje mi nasza pani od nauczania początkowego ze Szkoły Podstawowej im. M. Kopernika w Miastku. Przypominam sobie, jak wspólnie czytaliśmy o przygodach tego dzielnego eskimoskiego chłopca, z którym rzekomo zaprzyjaźnił się Czesław Centkiewicz. Omawialiśmy jego cechy charakteru i opisywaliśmy otoczenie, w którym przyszło mu mieszkać. Tak samo jak wiele pokoleń polskich dzieci pisaliśmy zapewne list do egzotycznego rówieśnika. A z tego wszystkiego w pamięci najlepiej utkwił mi fakt, że Anaruk wolał mydło od czekolady.  

Kiedy głowę zaprzątają mi wspomnienia z dzieciństwa, Alina już pokazuje książkę swojej mamie. Birthe patrzy z lekkim niedowierzaniem na okładkę i gdyby do grenlandzkiej mowy ciała należało przecieranie oczu ze zdumienia, zapewne by to zrobiła. Obydwie – żona i córka typową w takich sytuacjach mieszanką duńskiego, polskiego i grenlandzkiego objaśniają mi znaczenie imienia chłopca, dzięki któremu tak wielu młodych Polaków stworzyło sobie pierwsze, a często pewnie i jedyne wyobrażenie o Grenlandii.  Okazuje się, że „anaruk” to w tłumaczeniu na polski dość osobliwe złożenie składające się z czasownika „srać” w trybie rozkazującym oraz zaimka rzeczowego „to”, co daje niefortunny rezultat w postaci „sraj to”. Moja sprytna siostrzenica natychmiast straciła motywację do kontynuowania lektury, a ja zacząłem zastanawiać się nad tym, jakim cudem tym osobliwym, grenlandzko brzmiącym słowem nazwano bohatera jednej z najpopularniejszych polskich książek dla dzieci? Poprawne imię nosi przecież jego ojciec („tugto” to w dawnej grenlandzkiej pisowni „renifer”).  

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl